NAMJOON | 2 maja 18 roku 

Wchodząc w alejkę, zobaczyłem na ulicy stertę mebli i innych rzeczy do domu.
- Namjoon-ah, co się dzieje? - zapytał mój tata, oddychając z pewną trudnością. Wracaliśmy ze szpitala. Między przystankiem autobusowym a naszym domem było jedynie 100 metrów, ale tacie nawet taki dystans sprawiał problemy. Pobiegłem w kierunku domu. Moja mama kucała oparta o ścianę, która znajdowała się za stertą tych mebli.
- Namjoon-ah, co teraz zrobimy?
Powiedziała, że pokłóciła się ze synem właściciela mieszkania. Przyszedł po czynsz, którego nie zapłacił młodszy brat.

Przyprowadziłem tatę do składziku, który znajdował się za sąsiednim supermarketem. Ja przenosiłem meble, a moja mama sprzątała naczynia i przybory kuchenne. Składzik wypełniony był wszystkim, co znajdowało się w naszym dwupokojowym mieszkaniu. Były tam też rzeczy, które chciałem wyrzucić, ale potrzebowaliśmy pieniędzy, by to zrobić. Gdy skończyliśmy, była już noc. Spociłem się i bolały mnie plecy. Mama podała mi pałeczki, mówiąc bym chociaż trochę zjadł, ale nie byłem w stanie niczego przełknąć.

W składziku było duszno, więc wyszedłem usiąść na drewnianych ławkach przy supermarkecie.
- Namjoon-ah, gdzie jest Namhyun? - zapytała mnie mama.
- Skąd mam to wiedzieć?! - odkrzyknąłem. Namjoon-ah, Namjoon-ah, Namjoon-ah. Miałem tego dosyć. Żałowałem, że powiedziałem mu, żeby żył odważnie. Nawet jeśli bylibyśmy w stanie wytrzymać kilka dni w tym składziku to co potem? Nie byłem w stanie nic wymyślić. Pan ze supermarketu postawił na ławce puszkę piwa i wrócił do środka.

JIMIN | 10 grudnia 18 roku 

Gdy mama powiedziała, że zaraz będziemy na miejscu, przetarłem rękawem od bluzy parę na szybie samochodu. Przez okno zobaczyłem nazwę "Gimnazjum Songju Jeil". Mama powiedziała, że nie było już więcej szkół w Munhyeon, do których mogłem chodzić i że nie mam nawet pojęcia jaka to ulga, że gimnazjum Songju Jeil zgodziło się mnie przyjąć. Jeżdżąc po szpitalach, wiele razy zmieniałem szkoły. Jak długo wytrzymam w tej? Gdy tak myślałem to minęliśmy szkolną bramę i wjechaliśmy na boisko. Nikogo na nim nie było - być może przez chłodną pogodę. Mama zaparkowała samochód w rogu obok huśtawki i drążków do podciągania. 

Spojrzałem na te drążki, gdy wysiadłem z samochodu. Patrząc wstecz na swoje dzieciństwo jest jedno wspomnienie, które zdecydowanie się wyróżnia. Wspomnienie nieba błękitnego niczym z filmu i białych chmur, które nachodziły na siebie w szybkim tempie. Przed wydarzeniami w arboretum lubiłem place zabaw do tego stopnia, że było to prawie dziwne. Mama powiedziała, że mogę wyjść rano i bawić się do zmierzchu. Najbardziej lubiłem huśtawki. Mocno odpychałem się nogami i przybliżałem się do nieba, fundując sobie zwroty głowy. Lubiłem to uczucie - ekscytujące, choć trochę przerażające. 

Pewnego dnia zaciekawiło mnie jakby to było zrobić na huśtawce pełny obrót. Żaden dzieciak ze sąsiedztwa tego wcześniej nie zrobił. Poprosiłem znajomych, żeby popchnęli mnie z całej siły, a ja z pomocą swojego ciała wznosiłem się wyżej i wyżej. Błękitne niebo i białe chmury ruszyły w moją stronę. W najwyższym punkcie pokonał mnie zwrót głowy i spadłem z huśtawki. Gdy otworzyłem oczy to leżałem na ziemi, w ustach miałem pełno piachu, moje kolana były pozdzierane i krwawiły, ale dziwne było to, że nie czułem bólu. Byłem jedynie zły, że nie udało mi się zrobić pełnego obrotu. 

Pamiętam jak wyglądałem podczas bujania się na huśtawce. Tak, jakbym pożyczał wspomnienia innych ludzi. Może ten Park Jimin, który z takim skupieniem bujał się na huśtawce, dorasta teraz w miejscu, o którym nie mam pojęcia - z tym samym wyglądem i charakterem. Mając w głowie te myśli, spojrzałem na huśtawkę i zaraz potem usłyszałem wołanie mojej mamy. Skierowałem się w stronę szkolnych drzwi. Gimnazjum Song Jeil. Moja piąta szkoła. 

YOONGI  | 15 marca 19 roku 

Obiad tego dnia smakował wyjątkowo dobrze, co było dziwne, bo był to najzwyklejszy obiad ze szkolnej stołówki. Nie dałem po sobie poznać, że mi smakowało. Takie rzeczy do mnie nie pasowały. Jak zwykle usiadłem niedbale na krześle i od niechcenia wziąłem do ręki pałeczki. Ale dzisiejszy obiad był naprawdę smaczny. Taehyung i Jungkook robili szum o łapanie słońca, przesuwając zasłony i zmieniając swoje miejsca. W powietrzu unosił się kurz. Namjoon krzyknął, żeby byli cicho podczas jedzenia. Trzymając łyżkę pomyślałem sobie - jak wiele czasu minęło odkąd tak przyjemnie mi się jadło?

Jak daleko sięgam pamięcią tak przy naszym rodzinnym stole się nie rozmawiało. Nikt nie mówił, że jedzenie jest smaczne. Nikt nie prosił o dokładkę. Nikt nie dziękował za posiłek. Dla naszej rodziny posiłki były niczym więcej niż koniecznością naszej codziennej rutyny.
- Min Yoongi, przy stole się nie rozmawia.
Nie pamiętam kiedy dokładnie usłyszałem te słowa z ust mojego ojca. Jedyne, co zostało w pamięci to głośny brzęk pałeczek, które kładł na stole. Nie podnosił tonu ani się nie złościł. Nie. On nawet na mnie nie spoglądał. Mimo tego siedziałem cicho. Wolałem ugryźć się w język i wziąć wielkiego gryza zamiast coś powiedzieć. W tamtym momencie przegryzłem sobie policzek. Poczułem metaliczny posmak krwi. Bolało i do oczu napłynęły mi łzy. Ale nie powiedziałem, że boli. Przy stole nie mogłem się odzywać. Zmusiłem się do przeżucia krwawego ryżu.

Ktoś zabrał mi z tacki moje dodatki. Nieświadomie spojrzałem wilkiem, ale nie czułem nieszczęśliwy czy poirytowany. To była moja naturalna reakcja na wszystko.
- Yoongi hyung jest zły. Taehyung, co teraz zrobisz? - zawołał Hoseok, na co Taehyung odstawił szopkę jak bardzo jest mu przykro. To było bardzo w ich stylu.
- Nic się nie stało. Zjedz sobie. - rzuciłem wbrew sobie, a w odpowiedzi usłyszałem głośne komentarze i śmiech. Nikt nie zdał sobie sprawy, że odezwałem się podczas posiłku.


SEOKJIN | 4 czerwca 19 roku


Wchodząc do domowego gabinetu mojego taty wzrok przyciąga ciekawy obraz.

Słaba tratwa dryfująca na falach otwartego morza. Porzuceni ludzie, bez pożywienia i jedzenia, bez kompasu, bez nadziei. Ludzie, którzy z pragnienia i głodu, strachu i obrzydzenia, przerażenia i żądzy zabijali się nawzajem, pijąc swoją krew. W tym procesie zabijali także sami siebie. 

Będąc dzieckiem, bałem się tego obrazu, więc rzadko wchodziłem do gabinetu. Nawet zastanawiałem się dlaczego mój tata powiesił na ścianie tak wstrętny obraz. Ale z czasem obraz ten stał się częścią gabinetu, a nie przedmiotem strachu i zmartwienia. 

Zamiast tego rozwinął się u mnie inny strach. Był to strach przed pokojem, który znajdował się za drzwiami w tym gabinecie. Same drzwi czy pokój nie były niczym wyjątkowym. Pomieszczenie nie było zamknięte na kłódkę czy kod. Było to zwykłe przedłużenie gabinetu. Jeśli miałoby się czymś wyróżniać to tym, że było w nim dużo książek. Półki były wypełnione dokumentami i książkami z czasów licealnych i późniejszych mojego taty. Nazywałem ten pokój „wewnętrznym”. 

Wewnętrzny pokój był miejscem, do którego mój tata chodził porządkować swoje myśli lub wymyślać nowe pomysły. Nikt poza nim, nikt inny tam nie wszedł. Sam byłem tam tylko raz. I nawet jeśli byłem mały to wiedziałem, że to nie była zwykła biblioteczka. Wystarczyło spojrzenie, by dostrzec, że książki ułożone bez konkretnej kolejności i niedbale ułożone kartony i dokumenty tylko sprawiały wrażenie ludzkich. Nie czułem ciepła papieru. W obrazach i zdjęciach nie było żadnych emocji. Nawet stojąc na środku tego pokoju i patrząc na półki, byłem w stanie poczuć strach ogarniający moje ciało. 

Nie pamiętam, żeby było jakieś zamieszanie przez to, że wszedłem do tego pokoju (chociaż mogło mieć ono miejsce), ale od któregoś momentu przestałem chodzić do gabinetu. Raz czy dwa zdarzyło się, że stanąłem przed drzwiami, ale tylko chwilę na nie patrzyłem i nie przeszło mi nawet przez myśl, żeby nacisnąć klamkę. 



TAEHYUNG | 7 czerwca 20 roku 

- Głupi kundel. Nie mógł chwili poczekać? - przeszukałem całe sąsiedztwo, ale nie mogłem znaleźć Dubu. Gdy sprawdziłem godzinę, minęło dwadzieścia minut. Jak daleko w ciągu dwudziestu minut mógł odejść dwumiesięczny szczeniak? Pociłem się w upalnym słońcu. Wołałem go dopóki nie zdarłem sobie gardła. Spuścił się ze smyczy w chwili, w której sprawdzałem coś na telefonie. Gdy rozejrzałem się dookoła to już go nie było. Znowu zacząłem biec. Zaglądałem do każdej uliczki i sprawdzałem każde otwarte drzwi.
- Dubu! - zacząłem głośno krzyczeć, ale w odpowiedzi dostawałem tylko wzrok przechodniów. 

Gdy biegłem, zacząłem obrażać Dubu, wyzywając go od głupich szczeniaków. Nawet się zezłościłem i powiedziałem, że to wszystko przez to, że to zwykły kundel. Ale nawet w tamtej chwili wiedziałem, że to nie była wina Dubu. To była moja wina. Spuściłem go ze wzroku. Nie zwracałem na niego uwagi i uciekł. Śmiałem się z jakiejś mało ważnej rozmowy, nie wiedząc nawet, że Dubu zniknął. Czy uciekł specjalnie? Wbrew sobie zatrzymałem się na tę myśl. Może Dubu nie lubił ze mną przebywać? Dla mnie, życie z nim było dobrą rzeczą, ale może dla niego nie było to nic więcej jak bycie zabranym od swojej rodziny. 

W kolejnej chwili usłyszałem stukanie pazurów i szczekanie Dubu. Na początku pomyślałem, że to moja wyobraźnia lub halucynacje, ale to nie było nic z tych rzeczy. Zobaczyłem jak Dubu biegnie wzdłuż ulicy. Jego uszy łopotały z tyłu głowy, miał otwarty pyszczek, próbując wbiec na wzgórze.
- Dubu! - krzyknąłem, a gdy ukucnąłem, przybiegł prosto do mnie. - Gdzie się podziewałeś? Jak wróciłeś? Pamiętałeś mój zapach?
Gdy go przytuliłem a on zaczął lizać mnie po policzku, poczułem jak formuje się we mnie dziwne uczucie. Aaa, jestem jedną osobą, na której Dubu może polegać. Ja też mogę być dla kogoś oparciem. Mogę być osobą, do której on może wrócić. Dubu próbował wydostać się z mojego uścisku, ale ja przytuliłem go jeszcze mocniej. 

JUNGKOOK | 2 maja 21 roku 

Zachodziło słońce, a ja biegłem w stronę brzegu rzeki Yangjicheon. Dociskanie mocno pedałów roweru i jazda w stronę nieba pokolorowanego różem i fioletem sprawiła, że czułem się tak, jakbym uciekał od ciężaru mojego codziennego życia. Dzisiaj znowu wyciągnąłem rower tak szybko jak usłyszałem, że mama zaczyna przygotowywać kolację. Nie chciałem się z nikim widzieć. Mój dom był miejscem, w którym nikt się do mnie nie uśmiecha. Fakt, że mieszkaliśmy razem nie wystarczył, byśmy byli rodziną. Odejście nic nie zmieniło. Moi hyungowie odchodzili jeden po drugim i choć żyliśmy w tym samym mieście to minęło dużo czasu odkąd mieliśmy ze sobą kontakt. Teraz w moim domu, a także poza nim, nie było nikogo, kto mógłby się do mnie uśmiechnąć. 

Gdy słońce zniknęło za horyzontem a księżyc jeszcze się nie pokazał, ciemność przysiadła nad brzegiem rzeki. Krajobraz zmieniał się w zależności od tego, gdzie pojechałem rowerem. Za drogą, którą przekształcono w park, znajdowało się miejsce pełne śmieci, porzuconych samochodów, motocykli i opon. Oparłem swój rower o kolumnę mostu i zszedłem nad brzeg rzeki. Po jej drugiej stronie stała grupa dzieciaków, która paliła ognisko, piła i wymachiwała patykami. Ale po mojej stronie rzeki nie było nikogo. Nikt nie przyszedł do tego zniszczonego miejsca. Może to był też powód, dla którego nikt nie przyszedł do mnie. Czułem się najbardziej komfortowo w miejscu, w którym nikt by mnie nie znalazł - sam wśród kompletnej ciemności. Pomyślałem sobie, że miło byłoby, gdyby ten moment trwał wiecznie. 


SEOKJIN | 9 sierpnia 21 roku 

Robiłem zdjęcia, jadąc wzdłuż plaży. Krajobraz nadbrzeżnego sąsiedztwa nieustannie się zmieniał, ale morze samo w sobie wyglądało bez dwóch zdań tak samo. Wysiadłem z samochodu i poszedłem nad brzeg. Usiadłem na piasku i spojrzałem na zdjęcia, które zrobiłem. Lokalizacje i czas był inny, ale zdjęcia były takie same. Niebo i morze stykały się na środku zdjęcia.

Minął rok, odkąd uciekłem z Songju i przyleciałem do Los Angeles. Dom rodziny mojej mamy, w którym spędziłem swoje dzieciństwo, nie był ani obcy ani znajomy. Skrywanie swoich emocji za trochę niezdarnym uśmiechem i korzystanie ze sposobu mojego taty na stanie się dobrą osobą-- w większości przypadków te rzeczy były przydatne po znalezieniu dla siebie miejsca i tym razem nie było inaczej.

Po przyjeździe tutaj nie fotografowałem ludzi. Nie stał za tym żadny specjalny powód, po prostu nie chciałem tego robić. Zamiast tego fotografowałem morze. Może chciałem uwieczniać na zdjęciach coś, co się nie zmieniało. Śmieszne, patrząc wstecz, że to nie moi przyjaciele się zmienili. I ja też się nie zmieniłem. Zawsze taki byłem, tylko teraz zwyczajnie mnie na tym przyłapano. Nie przywiozłem ze sobą ani jednego zdjęcia z liceum. Ja z tamtych czasów różnił się zbyt wiele od tego mnie, którym jestem teraz. Nie ukrywałem swoich uczuć i nie miałem powodu, by szukać dla siebie miejsca. Ten niezdarny uśmiech wyglądał tak samo, ale wtedy był inny - wtedy był szczery.

Podniosłem aparat i zrobiłem morzu zdjęcie. Niebo było zachmurzone, w tym samym kolorze co morze a horyzont był rozmyty. Ze wszystkich zdjęć, które mu robiłem, nie było ani jednego, które byłoby takie samo. Różniła się pogoda, światło, wiatr, moje spojrzenie, moje serce. To dotyczyło też zdjęcia, które zrobiłem dzisiaj i wielu zdjęć, które zrobiłem, gdy chodziłem do liceum. Zdjęcie zawiera w sobie spojrzenie i serce osoby, która je robi. Może to było powodem, dla którego nie wziąłem ze sobą zdjęć z tamtych czasów. Bałem się spojrzeć na mnie z tamtego okresu. Bałem się, że zatęsknię za osobą, którą byłem. Jak się mają, co o mnie myślą? Bałem się myśleć o takich rzeczach, dlatego zamknąłem ich zdjęcia w pudełku.

HOSEOK | 25 lutego 22 roku

Po dziewiętnastych urodzinach cały mój świat znowu się zmienił. Nie byłem już pod opieką państwa i nie mogłem zostać dłużej w sierocińcu. Rozglądałem się za jakimś miejscem, mając pieniądze odłożone z prac dorywczych i stypendium, które dostałem, gdy opuściłem dom dziecka. Nie byłem w stanie zebrać się w sobie, by spojrzeć na okolice Two Star Burger. Próbowałem pójść stacji Songju, ale nie robiło to wielkiej różnicy. Ostatecznie jedną drogą było wejście zboczem. Był to pokój na dachu budynku znajdującego się na samym końcu ulicy.

Ciągnąłem walizkę po metalowych schodach. W sierocińcu spędziłem więcej niż dziesięć lat, ale nie miałem wiele swoich rzeczy. Musiałem jedynie uporządkować kilka kupek ubrań, par butów i ustawić meble, które kupiłem na pchlim targu.

Ale przeprowadzka to wciąż przeprowadzka, więc gdy miałem chwilę, żeby się przeciągnąć, okazało się, że jest już noc. Był luty a i tak miałem spocone plecy. Gdy otworzyłem skrzypiące, metalowe drzwi, do środka wleciało mroźne powietrze. Wyszedłem na zewnątrz i oparłem się o poręcz. Spojrzałem na stację Songju i próbowałem zgadnąć, gdzie znajdował się sierociniec. Szedłem z brzegiem rzeki na lewo, potem przy znaku w kształcie koniczyny skręciłem w lewo. Nie potrafiłem zlokalizować sierocińca wśród blasku neonów.

Podniosłem głowę i spojrzałem na swój pokój. Zaledwie jeden mały pokoik. Obskurny i zaniedbany, latem gorący jak sauna, zimą mroźny z powodu przeciągów, ale było to jedyne miejsce na świecie, które było moje. Miejsce, w którym mogłem być sobą. Miejsce, w którym mogłem czuć głupi strach lub żywić nadzieję, z której inni by szydzili.

- Powodzenia! - krzyknąłem w kierunku pokoju. To miejsce na szczycie miasta, które niemal dotykało nieba, od dzisiaj będzie moim domem.

TAEHYUNG  | 11 kwietnia 22 roku 

Namalowałem linię czarnym sprejem. Cienką twarz. Usta, które zgubiły swoje słowa. Suche włosy niezdarnymi liniami. Zacząłem malować twarz, którą widziałem na szarej ścianie w moich snach. Przyszedł czas na źrenice. Wyciągnąłem rękę, po czym zastygłem w miejscu i zrobiłem krok w tył.

W mojej głowie obraz tej twarzy był wyraźny. Źrenice wyróżniały się tak bardzo, że przyprawiły mnie o ciarki. Po prostu nie wiedziałem jak je wyrazić. Były to oczy, z których zniknęły wszystkie emocje takie jak szczęście czy smutek, a zostawiały po sobie jedynie obojętność i chłód. Było wiele barw, które łączył jeden kolor. Te oczy nie mówiąc nic - powiedziały wszystko. Kilkukrotnie sięgałem po puszkę z farbą, ale ostatecznie nie potrafiłem namalować tych źrenic.

Minęły dwa lata, odkąd ostatni raz widziałem Seokjin hyunga. Słyszałem, że wyjechał do Stanów, ale nie wiedziałem nic poza tym. Był to pierwszy raz, kiedy pojawił się w moich snach. Czasami zastanawiałem się, co robi. Myślałem o tym, co stało się w klasie, gdy hyung zadzwonił do dyrektora. Miałem z nim związane dobre wspomnienia i były rzeczy, których nie rozumiałem, ale Seokjin hyung nigdy nie był tak chłodny i wyniszczony jak w moim śnie.

Spojrzałem jeszcze raz na twarz, którą namalowałem na ścianie. Z pewnością był to Seokjin hyung, ale nie był to hyung, którego znałem. Dlaczego miałem taki sen? Tak nagle? W tym śnie nieustannie pojawiały się straszne sceny. Hyung przyglądał się tym wszystkim dziejącym się nieszczęściom z obojętną miną. Zaczęła drżeć mi ręka, w której trzymałem puszkę. Poczułem, jakby chłód z tego snu ponownie łapał mnie za kark. Z daleka usłyszałem dźwięk syreny policyjnej.

TAEHYUNG | 30 kwietnia 22 roku 

Szok sprawił, że przez chwilę nie mogłem się ruszyć. Seokjin hyung siedział w samochodzie. Słyszałem od Namjoon hyunga, że wrócił, ale dopiero teraz zobaczyłem po raz pierwszy jego twarz. Hyung marszczył brwi, szukając czegoś w swoim telefonie. Ta czynność, sama w sobie, nie wydawała się być dziwna. Żadna część jego twarzy się nie zmieniła, ale nie potrafiłem wyjaśnić, dlaczego byłem taki zaskoczony. Chłodna, sucha, pusta. Żadne z tych określeń nie było wystarczające, by opisać twarz hyunga. Nie, ta twarz nie była ani trochę podobna do jego dawnej twarzy. Był wiosenny dzień, a poczułem obok chłód. Wbrew sobie zacząłem się trząść. Hyung pojawił się w moim śnie dokładnie z tym wyrazem twarzy.

Podniosłem głowę dopiero wtedy, gdy Jungkook pojawił się na rogu. Spojrzał na mnie z ponaglającą miną, a potem przebiegł przez ulicę. W tym momencie Seokjin hyung wysiadł poirytowany ze samochodu. Nie słyszałem z daleka, ale po ruchu warg odburknął "Cokolwiek, zapomnij.". Gdy zrobił kilka kroków w stronę pobliskiego motelu, spojrzał w kierunku, w którym pobiegł Jungkook i upuścił coś przy wejściu do motelu.

YOONGI  | 2 maja 22 roku 

Powiedzieli mi, że blizna tak szybko nie zniknie. Powiedzieli też, że z czasem wydobrzeję, ale że stopień leczenia jest ograniczony. Że mój stan może się poprawić tylko wtedy, jeśli będę otrzymywać leczenie. Trzeciego dnia po wylądowaniu w szpitalu lekarz zdjął opatrunek i odsłonił ślady pozostawione przez ogień. Mięso na moim lewym ramieniu było tak ciemne, że niemal czarne. To było moje ciało, ale nie wyglądało jak moje. Było obce. Gdy upuściłem zapalniczkę, byłem przygotowany na coś gorszego niż to. Jednak zostając z tylko taką blizną, czułem sprzeczne emocje.

- Będzie trochę bolało. - gdy lekarz zaczął zmieniać opatrunek, z mojej rany zaczęła się sączyć krew. Przesiąknięta nią gaza wyglądała niczym płomień. Tak, jak szkarłatne płomienie tamtego dnia, które chciały mnie pochłonąć. Próbowałem się powstrzymać, ale zasyczałem z bólu. Lekarz powiedział, że krew to dobry znak i oznacza, że skóra regeneruje się pod warstwą martwego naskórka. Nawet jeśli bolało to nie mogłem powstrzymać się od śmiechu. Dlaczego nowe rzeczy są możliwe tylko po śmierci? Jakby to było, gdybym wtedy umarł? Czy to byłby jedyny sposób, by zacząć na nowo?

Spojrzałem na swoje ramię. Krew przesiąkała przez świeżo założony bandaż. Ja nazywałem tę krew ogniem, a lekarz nazywał ją regeneracją. Czyje słowa były trafne?


HOSEOK |10 maja 22 roku 

Gdy wróciłem do swoich zmysłów, szedłem wzdłuż mostu. Słońce świeciło tak mocno, że ciężko było mi otworzyć oczy. Ciekawiło mnie, jak się tutaj znalazłem, ale chwilę potem zaczęło mi się kręcić w głowie, a obraz przede mną stał się zamglony. Moje nogi zaczęły zapadać się pod moim ciężarem, a dźwięk klaksonów drażnił moje uszy. Po jednej ze stron widziałem czarne wody Yangjicheon.

Ciocia ze sierocińca była pierwszą osobą, która pocieszyła mnie po stracie mamy. Była przy mnie, gdy obudziłem się z gorączką w środku nocy - na pustym łóżku po znajomym, który został adoptowany. Była przy mnie, gdy budziłem się w szpitalu po atakach narkolepsji. Była przy mnie od rozpoczęcia podstawówki aż do ukończenia liceum.

Zachorowała. Głos po drugiej stronie telefonu należał do mojego znajomego z domu dziecka. Nie jestem w stanie przypomnieć sobie jak dotarłem do domu cioci, ale pamiętałem jej dom. I jej twarz wyglądającą przez otwarte okno. Z kimś rozmawiała. I wtedy się roześmiała. To, że jest chora, że potrzebuje operacji, że nie ma żadnej nadziei-- to wszystko brzmiało jak kłamstwa. Nasze spojrzenia prawie się spotkały. Schowałem się. Czułem, że wybuchnę płaczem, jeśli zobaczę jej twarz. Czułem, że wyjdą ze mnie słowa rozżalenia "Nawet ty zamierzasz mnie zostawić?". Zacząłem iść. Ktoś mnie wołał, ale nie obejrzałem się za siebie.

Mijający mnie autobus zrobił powiew wiatru.
- Mamo - wymamrotałem, patrząc na to jak autobus odjeżdża. Jechaliśmy podobnym autobusem w dniu, w którym ją straciłem. Czy ciocia zostawi mnie tak jak zrobiła to moja mama? Czy stracę kolejną cenną dla mnie osobę? Podnosząc głowę, oblały mnie promienie słoneczne. Wtedy też świat zaczął się rozpadać. Świszczący dźwięk opon na asfalcie. Wiatr wiejący od strony rzeki. I wspomnienia, które dzieliłem z ciocią - wszystko rozpadało się pod promieniami słońca. Upadłem na ziemię.


HOSEOK  | 28 maja 22 roku 

Po powrocie znad morza nie utrzymywaliśmy ze sobą za bardzo kontaktu. Nie stał za tym jakiś specjalny powód. Seokjin hyung i Taehyung się pokłócili, Jungkook poszedł inną drogą, ale nie to było powodem, dla którego zerwaliśmy kontakt. Więc w czym tkwił problem? Nawet jeśli, to sam jako pierwszy z nikim się nie skontaktowałem.  Fakt, że nie stał za tym żaden specjalny powód zdawał się być w pewnym stopniu powodem samym w sobie.

Gdy wracam do tego dnia, zawsze przypomina mi się piaszczysty wiatr, który nagle zaczął wiać. Po tym jak Seokjin hyung wspiął się na platformę a Taehyung poszedł za nim, nasza reszta zasłoniła oczy przed słońcem i spojrzała do góry. Było to jak deja vu, jakby coś takiego już miało miejsce, a głęboko skrywało się dziwne uczucie niepokoju.
- Hyung, co do tej plaży, na której wcześniej byliśmy. To miejsce z kamieniem, który spełnia marzenia. Czy to miejsce nie przypomina ci właśnie tamtego? - na słowa Jimina rozejrzałem się dookoła. To wydarzyło się właśnie w tej chwili. Wyglądało to tak, że Seokjin hyung i Taehyung zaczęli się słaniać, jakby mieli zaraz spaść z platformy i w tym momencie zaczęła się burza piaskowa. Zakryłem twarz obiema ramionami i zamknąłem oczy. Bałem się o to, co dzieje się na platformie, ale nie mogłem otworzyć oczu.

Podniosłem głowę, gdy wiatr ucichł i zobaczyłem, że Seokjin hyung schodzi z platformy. Spoglądał na Taehyunga, który ze spuszczoną głową dalej stał na krawędzi. Gdy już zszedł to wsiadł do samochodu i odjechał. Zrobiłem krok w jego stronę, ale nie mogłem nic zrobić. 

Tamtej nocy wróciliśmy do Songju. Ponieważ Seokjin hyung odjechał pierwszy, nie mieliśmy żadnego transportu ani miejsca, w którym moglibyśmy przenocować. Namjoon jako pierwszy zasugerował, żebyśmy wracali. Wszyscy wyglądali na zawiedzionych, ale zmusiliśmy się, by iść. Być może podświadomie chcieliśmy, żeby Namjoon powiedział, że powinniśmy kontynuować nasze wakacje według oryginalnego planu. Ale Namjoon powiedział, że powinniśmy wracać do domów. Tak skończyły się nasze wakacje. Wakacje nad morzem, na które mieliśmy wielkie nadzieje, a skończyły się klapą.

JIMIN | 29 maja 22 roku 

Na biurko padał cienki promień światła. Było to światło, które wreszcie przewierciło się przez okno, na którym widniała nazwa akademii. Na przodzie klasy nauczyciel mówił do mikrofonu, ale jego głos w ogóle nie dochodził do moich uszu. Siedziałem ze zwieszoną głową w rogu ostatniego rzędu i bawiłem się palcami tak, jakbym próbował złapać światło, które między tymi palcami przechodziło.

Moje wyjście ze szpitala niczego nie rozwiązało. Zamiast tego czułem, jakbym zrobił kilka kroków wstecz. Nawet do szkoły chodziłem przez wzgląd na obawy mojej mamy, że nie będę mógł nic zrobić bez świadectwa. I to ona zasugerowała, żebym poszedł do akademii przygotowującej do świadectwa. Nic na to wtedy nie odpowiedziałem. Teraz nie miałem nic, co chciałem robić i nic, co mogłem zrobić.

Nie miałem ochoty chodzić do akademii. Ponowne uczenie się było kłopotliwe. Ale bardziej bałem się być pośród obcych ludzi. Co bym zrobił, gdyby ktoś mnie rozpoznał? Co bym powiedział, gdyby ktoś zapytał, dlaczego nie ukończyłem liceum? Bałem się, że przypomnę sobie szkolne czasy, które zepchnąłem w kąt mojej pamięci.

SEOKJIN | 30 maja 22 roku

Miałem tylko jedną wskazówkę. Mapę duszy. Słowa, które były obce. Słowa, które nie dawały mi najmniejszego pomysłu na to, co oznaczają ani co mam z nimi zrobić. A nawet jeśli, to potrzebowałem jakiegoś punktu wyjścia. I miałem nadzieję, że "mapa duszy" będzie dla mnie tym punktem. Ale nie była. Zrobiłem niezliczoną ilość pętli i dużo szukałem, ale wszystko przelatywało mi przez palce. Patrząc wstecz, czas, w którym to wszystko się zaczęło, też taki był. "Uwierzyłbyś, że możesz wyprostować wszystkie błędy i pomyłki oraz uratować każdego?" Gdy w odpowiedzi skinąłem głową, nie miałem pojęcia przez co będę przechodził. 

Odwróciłem się od zakurzonych książek, które stały na półkach i wyszedłem z antykwariatu. Gdy szedłem schodami alejki, w powietrzu unosiły się kwiaty wiśni. Nagle poczułem jakbym tu już wcześniej był. Spojrzałem się za siebie. Szyld sklepu był niewidoczny, a wejście do antykwariatu znajdującego się w piwnicy było ciemne. Może pomyliłem go z inną księgarnią. W poszukiwaniu wskazówek o mapie duszy odwiedziłem ich, i bibliotek, niezliczone ilości. Nie było za wiele do powiedzenia o tym, co znalazłem, przeczesując bibliografię i słowa kluczowe w internecie. Może już wtedy odwiedziłem ten antykwariat. Albo księgarnię do niego podobną. 

Skierowałem się w stronę samochodu, który stał na początku ulicy. Włączyłem silnik i położyłem dłonie na kierownicy, ale nie wiedziałem dokąd mam się udać.

NAMJOON  | 12 czerwca 22 roku 

Miasteczko na prowincji nie zmieniło się, odkąd wyjechałem. Poza zmianą pory roku, było dosłownie identyczne. By uniknąć sklepów i nadbrzeża, specjalnie obszedłem miasteczko i udałem się w stronę postoju. Droga prowadziła głównie pod górkę, słońce piekło i sprawiało, że się pociłem. Minął nas skuter, wzbijając tuman kurzu. Taehyung zakaszlał i zamruczał coś pod nosem. W oddali widziałem łuk, na którym miał miejsce wypadek.

Teraz na poboczu nie został już żaden ślad. Taehyung upadł na kolana, jakby ktoś w tym miejscu zemdlał, i spojrzał na asfalt. Jadąc tutaj autobusem, opowiedziałem Taehyungowi o tym, co wydarzyło się w tym miejscu kilka zim do tyłu. Rywalizacja przy nadbrzeżnej restauracji, płatki śniegu spadające z zachmurzonego nieba, poraniona twarz Taehyunga. Chwila, w której skuter wpadł w poślizg, a mnie wszystkie włosy stanęły dęba. Wypadek i śmierć Taehyunga. Jak łatwo ten wypadek był załatwiony i zapomniany. Były rzeczy, o których nie mogłem powiedzieć - o tym, jak wyglądała twarz Taehyunga, gdy powiedział, że ma do mnie pytanie, o wszystkich chwilach, które przeżyłem w tym miasteczku i o fakcie, że nazywałem tamtego przyjaciela "Taehyungiem".

- Hyung, nie umierajmy.
Spojrzałem w dół, by zobaczyć patrzącego na mnie Taehyunga z dłonią przyciśniętą do asfaltu. Próbowałem coś powiedzieć, ale nic nie przychodziło mi na myśl. Wydawało mi się, że pod dłonią Taehyunga widzę Taehyunga-- nie, tego przyjaciela z miasteczka , który leży na białych liniach. Nie było osoby na świecie, która pogodziłaby się z taką śmiercią. Ktoś umarł, ale nikt nie poniósł odpowiedzialności i nikt nie nosił po nim żałoby. Ze mną było tak samo.
- Chodźmy. - Taehyung pozbierał się na moje słowa.
- Gdzie teraz idziemy?
-Gdy byliśmy niedawno na plaży to powiedziałeś, że masz do mnie pytanie, prawda? Porozmawiajmy o tym teraz. Cokolwiek to jest, jakoś damy sobie z tym radę. - powiedziałem, unikając odpowiedzi.

NAMJOON  | 15 czerwca 22 roku

Spojrzałem na dziecko, które jadło w pośpiechu ramyeon. Chłopak miał osiem, może dziesięć lat. Czasem spoglądał na mnie, jedząc w tym samym czasie ciepły ryż i makaron. Zapytałem go o imię. Powiedział, że nazywa się Woochang, Song Woochang. Wylał zupę na swoją już brudną koszulkę, a wycierając się, burknął pod nosem, że znowu dostanie ochrzan od babci.

Pierwszy raz widziałem Woochanga jakieś dwa miesiące temu. Wracałem ze stacji paliw i wtedy zobaczyłem go jak stoi przed kontenerem, który stał się za moim. Wtedy myślałem, że szukał jakiegoś skrótu, żeby wyjść ze stacji Songju. Miasteczko kontenerów nie było miejscem dla dzieci. Jednak kilka tygodni później zobaczyłem go na pustym parkingu, który był tuż obok. Kopał sobie starą piłkę do nogi i od tego momentu wpadłem na niego kilka razy. Zawsze szwędał się sam. Nosił tę samą koszulkę, te same spodnie, te same buty. Oczywiste było, że nie opiekował się nim żaden dorosły. Nie mogłem nic na to poradzić, sam miałem ze sobą pełno roboty. Zawsze go mijałem i udawałem, że go nie znam.

Była chwila po 23, gdy wyszedłem dzisiaj ze stacji i udałem się w kierunku kontenerów. Szukając klucza w kieszeni, zobaczyłem kucający cień. To był Woochang. Mogłem go zignorować, tak jak robiłem to do tej pory. Mogłem znaleźć ten klucz, otworzyć kontener i zniknąć za drzwiami. W środku ugotować sobie ramyeon, a potem pójść spać. Ale nie mogłem tego dzisiaj zrobić. Nie chciałem tego zrobić.

Spojrzałem na niebo. Cały dzień był pochmurny a nocne niebo było pełne szarych chmur. Nie mogłem dojrzeć ani jednej gwiazdy. Nagle poczułem głód. Jeśli dobrze pamiętałem to w lodówce został tylko jeden ramyeon. Nie miałem nic więcej i nie miałem energii na to, by skołować coś więcej. Tak właśnie wyglądały moje okoliczności. Spojrzałem na klucz, który wyciągnąłem z kieszeni. Pamiętałem krajobraz, który widziałem za sobą, gdy opuszczałem prowincję. Pomyślałem o słowach, które napisałem na szybie autobusu.

Podszedłem do Woochanga.


YOONGI  | 23 czerwca 22 roku 


Otworzyłem telefon, gdy zobaczyłem powiadomienia z naszego czatu. W pewnym momencie na zewnątrz zrobiło się ciemno. Nie było łatwo zebrać razem całą muzykę, którą napisałem do tej pory. Przejrzałem te, które przetrwały pożar i te, których w głowie wciąż miałem melodie. Co zaskakujące, wśród nich najwięcej było tych, które stworzyłem za czasów liceum w klasie, która służyła za schowek. Nawet patrząc wstecz, nie wydawało się, żebym pracował aż tak bardzo nad muzyką w tamtym okresie. Wtedy-- nie, w każdym momencie uciekałem od muzyki.

Otworzyłem czat i zobaczyłem, że było na nim już sporo wiadomości. O dziwo to Jimin go stworzył i wyglądało na to, że rozmawiali na nim jeszcze zanim dostałem do niego zaproszenie. Ponieważ rozmowa już trwała, Taehyung zapytał wszystkich:
- Wiecie, gdzie znajduje się mapa duszy?
- Co to jest? - Hoseokowi długo zajęła ta odpowiedź.
- Hyung, czy pytałbym się, gdybym wiedział? - napisał Taehyung.
- Racja. To dlaczego pytasz?

Jeszcze chwilę wymieniali się podobnymi wiadomościami zanim Jimin wyjaśnił całą historię. Że poszedł do szpitala. I że w drodze powrotnej wpadł na Seokjin hyunga, który powiedział, że szuka mapy duszy. Dłuższą chwilę później pojawił się Namjoon i napisał:
- Jakiś czas temu Seokjin hyung też się mnie o to pytał. Czy wiem, czym jest mapa duszy. Powiedział, że mapa duszy jest sposobem, by to wszystko zakończyć.

Po tej wiadomości rozmowa stanęła w miejscu. Może wszyscy zgubiliśmy się we własnych myślach? Czym była rzecz, której Seokjin hyung musiał położyć kres? Wszyscy zgodziliśmy się z tym, że Seokjin hyung stał się trochę dziwny. Więc gdyby znalazł mapę duszy to wróciłby do siebie? Co to do licha było i gdzie było można to znaleźć?

Rozmowa, która wynikła później wyglądała tak:
- Nikt nie zaprosił do tego czatu Jungkooka?
- Myślałem o tym, ale Jungkook jest dalej ranny. - odpowiedział Jimin. Jego odpowiedź była niejasna i niepewna. Nagle zacząłem się zastanawiać dlaczego Jimin poszedł do szpitala. Co czuł, odwiedzając szpital, w którym był tak długo zamknięty?

Zamknąłem czat, ale otworzyłem go ponownie i napisałem:
- Okej, dobrze zrobiłeś. Pozwólmy mu jeszcze trochę odpocząć.

JIMIN | 24 lipca 22 roku 

Przyszedłem pod kontener trochę wcześniej niż mieliśmy się spotkać. Miałem pogratulować Jungkookowi z okazji za szpitala, ale to nie wszystko. Miałem też coś do powiedzenia Seokjin hyungowi. Zdawała się to być ważna rzecz, ale też taka, która może mu się nie spodobać. Zamiast wejść do środka, spacerowałem jeszcze trochę po torach kolejowych. Minął mnie pociąg i poruszył się mocny wiatr. Platforma zapełniła się ludźmi i chwilę potem znów była pusta. W pewnym momencie było już po czasie, w którym byliśmy umówieni na spotkanie. Odwróciłem się i wziąłem głęboki wdech.

W kontenerze nikogo nie było. Jedynie gorące powietrze, ogrzewane przez letnie słońce. Wybiegłem tak, jakby ktoś na mnie czekał. Byłem spóźniony dziesięć minut, ale i tak przyszedłem jako pierwszy. Co stało się z resztą? Coś im wyskoczyło? Zamierzali się w ogóle pojawić? Włączyłem wiatrak i wszedłem do kontenera. Kontener Namjoon hyunga był zbyt cichy, by pasował do imprezowego nastroju. Wyciągnąłem z szuflady biurka kawałek papieru i napisałem "Jungkook, gratulacje." i przykleiłem do ściany. Nie wystarczyło, by pozbyć się uczucia marności, ale to było lepsze niż nic.

Minęło kolejne dziesięć minut, gdy sprawdziłem na naszym czacie, że wszyscy są w drodze. Pociągi mijały otwarte drzwi, kołysząc kontenerem. Gdy wyjrzałem na świat, który zdawał się trząść, pomyślałem o chwili, w której otworzyłem szpitalne drzwi i wybiegłem. Czy bez hyungów, bez Taehyunga i Jungkooka byłbym w stanie otworzyć te drzwi? Tylko dlatego, że tam stoją, bądź są otwarte, wcale nie oznacza, że ktokolwiek może przez nie przejść. Czy Seokjin hyung też nie był gdzieś w ten sposób zamknięty? Nie czekałby na kogoś, kto zapuka do jego drzwi? Nic nie było pewne. Nie wiedziałem, czy to coś pomoże, ale jeśli kawałki, które staramy się zebrać, mogą stać się małą wskazówką... w tym momencie moje myśli przerwał Yoongi hyung, który otworzył na oścież drzwi.

JUNGKOOK | 24 lipca 22 roku 

Na ścianie wisiała kartka "Jungkook, gratulacje", ale atmosfera była kompletnym przeciwieństwem jej treści. Powietrze w kontenerze było bliskie wybuchu od dziwnego niepokoju. Patrząc wstecz to ostatnio zawsze tak było.

Seokjin hyung wyszedł na chwilę, a Taehyung szybko za nim poszedł. Reszta hyungów też, wymieniając się spojrzeniami. Taehyung hyung coś powiedział, ale nie wydawało się, żeby Seokjin hyung go słuchał. Zza pleców hyungów oglądałem jak Seokjin hyung wchodzi do swojego samochodu.

Samochód z łatwością wycofał, a potem gwałtownie przyspieszył. Światło z kontenera muskało jego kształt. Ślady po wypadku były delikatnie widoczne na zderzaku, zanim zdążyła pochłonęła je ciemność. Dziwne było to, że ten widok był niczym. Nawet jeśli było to potwierdzenie tego, co już wiedziałem, to wydawało mi się, że w obliczu smutnej prawdy mogę poczuć coś skomplikowanego albo być chociaż zaskoczony, ale w rzeczywistości nic takiego nie miało miejsca.

Widok znikającego w ciemności samochodu Seokjin hyunga pokrywał się z widokiem przednich reflektorów, które zbliżały się do mnie tej nocy. Uczucie unoszenia się mojego ciała; chwila, w której nie byłem w stanie przełknąć śliny czy oddychać; atak przerażenia, który wstrząsnął całym moim ciałem; nieznośny chłód, który dawał odczuć jakby rozpadała się moja świadomość. Cień śmierci. Ślady wypadku na zderzaku tego samochodu.

Wszedłem do kontenera. Usiadłem i spojrzałem na notkę Jimina. Nagle poczułem ból w nodze, która ucierpiała w wypadku. Hyungowie nawet nie myśleli o wejściu do środka. Rozmawiali o czymś, czego nie wiem.

JUNGKOOK | 26 lipca 22 roku 

Gdy wróciłem do zmysłów, znajdowałem się na przystanku autobusowym. Obejrzałem się za siebie, żeby zobaczyć jak daleko poszedłem, ale szpital zniknął już z pola widzenia. Poczekałem na autobus i odjechałem. To był autobus, który jechał w tamto miejsce. Nie planowałem tego, ale może w głębi serca już wiedziałem. Że musiałem wrócić do tamtego miejsca. Musiałem być świadomy znaczenia tego, co się tam stało. Wyjrzałem przez okno na letnią pogodę i pomyślałem sobie - czy mogę wierzyć hyungom?

Autobus odjechał zaraz po tym, gdy wysiadłem. Podniosła się chmura kurzu. Podszedłem powoli do miejsca wypadku. Pomyślałem o tamtej nocy. Wielki księżyc wiszący na niebie, świat obrócony do góry nogami, reflektory, które zbliżały się do mnie w moim odwróconym obrazie; kształt samochodu, który mnie minął i zniknął; czerwone światła na tyle samochodu; znajomy odgłos silnika.

Położyłem się na asfalcie w ten sam sposób w jaki leżałem tamtej nocy. Przekręciłem głowę i spojrzałem na niebo. Robiło się ciemno, ale nie mogłem dojrzeć księżyca. Była to cicha ulica, ale gdyby miał nadjechać samochód, kierowca mógłby mnie nie zobaczyć, a ja mógłbym mieć kolejny wypadek. Gdy o tym pomyślałem, zapytałem siebie raz jeszcze - komu mógłbym wierzyć, jeśli nie hyungom?

trans: Kasia @ CRSHONYOU