wersja L / wersja O / wersja V / wersja E


SEOKJIN

15. sierpnia, rok ‘22


Po wyjechaniu się z zablokowanego skrzyżowania, choć powinienem był przyspieszyć, zwolniłem. Samochód jadący za mną wyminął mnie, trąbiąc głośno i najwidoczniej kierowca przeklął pod nosem, jednak wśród łoskotu miasta przeszło to niesłyszalnie. Na rogu alei po prawej stronie ujrzałem małą kwiaciarnię. To nie tak, że zatrzymałem się, ponieważ ją zobaczyłem, bo dostrzegłem ją dopiero po zatrzymaniu się.


Sklep był w trakcie budowy i nawet kiedy podszedłem do właściciela, który na boku porządkował dokumenty, nie miałem realnych oczekiwań. Odwiedziłem już kilka miejsc, ale nie spotkałem żadnego florysty, który słyszałby o istnieniu tego jednego kwiatu. Pokazywano mi jedynie kwiaty o podobnym kolorze. A ja nie szukałem czegoś podobnego. Te kwiaty miały być prawdziwe. Po usłyszeniu nazwy kwiatu właściciel długo mi się przyglądał. Powiedział, że mimo iż sklep nie został jeszcze oficjalnie otwarty, to może przyjąć moje zamówienie, a następnie zapytał, "Dlaczego potrzebujesz akurat tego kwiatu, spośród wszystkich innych?


Przekręcając klamkę i wychodząc na ulicę, zacząłem się nad tym zastanawiać Powód, dla którego potrzebowałem akurat tego kwiatu? Był tylko jeden. Ponieważ chciałem sprawić, aby ta jedna osoba była szczęśliwa. Ponieważ chciałem, aby ta jedna osoba się uśmiechnęła. Ponieważ chciałem zobaczyć, jak ta jedna osoba się z cieszy. Ponieważ ja sam chciałem być dobrą osobą.

11. kwietnia , rok '22


Sam przyszedłem nad morze. W wizjerze kamery, morze rozpościerało się tak szeroko i było tak niebieskie jak zawsze. Wszystko wydawało się takie samo, światło migoczące w wodzie, wiatr przebijający sie przez las sosnowy. Z jedyną różnicą - teraz byłem sam. Gdy nacisnąłem migawkę, sceneria przed moimi oczyma zadrgała, a moment z tego dnia, 2 lata i 10 miesięcy temu pojawił sie i szybko zniknął. Tamtego dnia, siedzieliśmy obok siebie i patrzyliśmy na ocean. Byliśmy związani, opuszczeni i nie mieliśmy nic, ale przynajmniej byliśmy razem.

Zawróciłem samochód i nacisnąłem pedał gazu. Przemnąłem przez tunel i minąłem pobocze. Kiedy zbliżyłem się do okolic szkoły, do której razem chodziliśmy, uchyliłem szybę samochodu. Wiatr był ciepły, a kwitnące wiśnie zpowiewały na drzewach pod szkolnym murem. Opuściłem szkołę, minąłem kilka skrzyżować, kilka razy skręciłem w prawo i w lewo. W oddali dostrzegłem światła stacji benzynowej na której pracował Namjoon.

2. marca, rok ‘19


Wchodząc zaraz za moim ojcem do gabinetu dyrektora, poczułem zapach wilgoci. Minęło dziesięć dni, odkąd wróciłem z Ameryki, a dopiero wczoraj usłyszałem, że pójdę do szkoły, ale będę rok do tyłu, bo system tutaj był inny. Proszę się nim zająć". Mój ojciec położył rękę na moim ramieniu, a ja nieświadomie się wzdrygnąłem. "Szkoła to niebezpieczne miejsce. Muszą istnieć przepisy". Dyrektor spojrzał prosto na mnie. A ilekroć przemawiał, jego zmarszczone policzki i skóra wokół ust opadały, a wnętrze jego ust było ciemnoczerwone. "Nie sądzisz, Seokjin?", zawahałem się po tym nagłym pytaniu, a mój ojciec jeszcze ciężej osadził swą rękę na moim ramieniu. Uścisk był tak silny, że na jego szyi pojawiły się żyły. "Wierzę, że sobie poradzisz”. Dyrektor z uporem napotkał moje spojrzenie, a mój ojciec ponownie, lecz z większa siłą ścisnął moje ramię. Tak bardzo bolało, miałem wrażenie, że moje kości się pokruszą, ale zacisnąłem dłonie w pięści. Zacząłem się trząść i oblał mnie zimny pot. "Musisz ze mną rozmawiać, Seokjin. Musisz stać się dobrym uczniem”. Dyrektor spojrzał na mnie z poważną miną. "Oczywiście”. Agonia zniknęła w momencie, gdy wydusiłem z siebie odpowiedź. Usłyszałem śmiech mojego ojca i dyrektora. Nie potrafiłem unieść głowy. Patrzyłem jedynie w dół na brązowe buty mojego ojca i czarne buty dyrektora. Wydawały się lśnić, ale nie wiedziałem skąd biło to światło. Obawiałem się go.



YOONGI

8. czerwca, rok ‘22


Zrzuciłem z siebie T-shirt. Odbicie w lustrze wcale nie przypominało mnie. Koszulka z napisem 'Dream' nie była kompletnie w moim stylu. Ten czerwony odcień, słowo 'Dream' i ciasnota mi nie pasowały. W przypływie irytacji wyciągnąłem papierosa i chwyciłem po zapalniczkę. Nie było jej jednak w mojej kieszeni, więc wyrzuciłem całą zawartość torby i dopiero wtedy sobie o czymś przypomniałem. Zabrała mi ją. Bez skrępowania, wyciągnęła mi ją z ręki i zabrała. W zamian za to rzuciła lizaka i T-shirt.


Rozczochrałem włosy i się podniosłem. Wtedy usłyszałem sygnał przychodzącej wiadomości. Gdy tylko zobaczyłem imię na wyświetlaczu telefonu, wszystko wokół stało się białe, a serce prawie wyskoczyło mi z piersi. Złamałem papierosa w pół i sprawdziłem wiadomość. Chwilę później, ten ja w odbiciu lustrzanym się śmiał. Miał na sobie ten obcisły, czerwony T-shirt z napisem ‘Dream' i śmiał się jak idiota, jakby dostrzegał w tym wszystkim coś pozytywnego.


7. kwietnia, rok ‘22


Zatrzymałem się na dźwięk niezdarnej gry na pianinie. Jedynym do dało się słyszeć na tej pustej budowie był odgłos ognia, który ktoś rozpalił w beczce na ropę. Znałem melodię piosenki, którą właśnie zagrałem, ale dlaczego akurat o niej pomyślałem? Pijacko się zachwiałem. Przymknąłem oczy i szedłem jeszcze bardziej nieuważnie. Ciepło ognia było coraz to bardziej odczuwalne, a dźwięk pianina, nocne powietrze i moje upojenie słabły.



Otworzyłem nagle oczy na dźwięk klaksonu, kiedy jakiś samochód z ledwością mnie minął. Zdezorientowany blaskiem nocnych świateł, wiatru po przejeżdżającym samochodzie i upiciu się, zachwiałem się niezdarnie. Usłyszałem przekleństwo ze strony kierowcy. Gdy doszedłem do przystanku, gotowy odpłacić się mu również przekleństwem, zdałem sobie sprawę, że nie słyszę już dźwięku pianina. Zniknął pośród blasku ognia, wiatru, ciszy po samochodzie. Dźwięk ucichł. Dlaczego? Kto grał na tym pianinie?


Z ognia palącego się w beczce, z wyrazistym dźwiękiem leciały iskry. Patrzyłem dłuższą chwilę i zamyśliłem się. Twarz moją otulało ciepło. To wtedy dobiegł mnie trzaskający dźwięk pięści uderzającej w klawisze pianina. Odruchowo spojrzałem za siebie. W momencie, moje tętno przyspieszyło, a oddech stał się nierównomierny. Koszmary lat dziecięcych. Jakbym już gdzieś słyszał ten dźwięk.


A zaraz potem biegłem. Biegłem przed siebie, niekierowany swoją własną wolą.


Sklep muzyczny. Samowolnie odwróciłem się, patrząc za siebie. W pewnym sensie poczułem, jakbym powtarzał to już kilkakrotnie. Dawało wrażenie, że o czymś ważnym zapomniałem.


Sklep muzyczny miał wybitą szybę. A przed pianinem ktoś siedział. Mimo, że minęło kilka lat, rozpoznałem go od razu. Płakał, z dłońmi zaciśniętymi w pięści.  Nie chciałem martwić się czyimś życiem. Nie chciałem nikogo pocieszać. Nie chciałem stać się tą osobą, która coś znaczyła dla kogoś. Bo nie miałem w sobie ani krzty pewności, że byłbym w stanie ochronić tę osobę. Nie byłem pewny, że zostanę przy jej boku aż do końca. Nie chciałem jej zranić. Ja sam nie chciałem cierpieć.


Szedłem powoli. Miałem zamiar zawrócić i odejść, ale zanim się obejrzałem, podeszłem bliżej. Rozbrzmiała zła nuta. Jungkook podniósł głowę i spojrzał na mnie. “Hyung.” To było nasze pierwsze spotkanie od czasu, kiedy opuściłem szkołę.


25. czerwca, rok ‘20


Z rozmachem otworzyłem drzwi, wszedłem do środka i wyciągnąłem torbę z dolnej szuflady biurka. Przewróciłem ją do góry nogami i ze stukotem wypadł z niej pojedynczy klawisz pianina. Wyrzuciłem w połowie spalony klawisz do kosza i położyłem się na łóżku. Ogień w mym sercu nie gasnął, oddychałem niekontrolowanie, a w pewnym momencie sadza pokryła moje palce.


Po pogrzebie samotnie pojechałem do domu zniszczonego przez pożar. Wszedłem do pokoju mojej matki i zobaczyłem pianino, tak spalone, że ledwo można było rozpoznać jego kształt. Upadłem obok niego. Siedziałem i siedziałem, a popołudniowe słońce zaglądało przez okno, wkrótce zaczęło zachodzić. Ostatnie promienie przemknęły po kilku klawiszach. Jakie wydałyby dźwięki, gdybym teraz na nich zagrał? Zamyśliłem się, ile razy palce mojej matki dotykały tych klawiszy? Wtedy zabrałem jeden z nich, schowałem do kieszeni i wyszedłem.


Minęły od tego czasu prawie 4 lata. Dom był cichy. Obłędnie cichy. Było już po dziesiątej wieczorem, więc ojciec pewnie spał, a wszystko później wstrzymywało oddech. Takie były zasady tego domu. Ciężko było znieść taki bezruch. Łatwe nie było też trzymanie się określonego czasu, zasad i form. Nie mniej jednak to, czego nie mogłem znieść jeszcze bardziej to mieszkania w tym domu. Dostawałem kieszonkowe od ojca, jadałem kolacje z ojcem i dostawałem reprymendę od ojca. Zamiast się mu sprzeciwić, zbłądzić i stwarzać problemy, brakowało mi odwagi, aby go porzucić i opuścić dom, żyjąc na własny rachunek, sprawić by wolność stała się czynem, a nie tylko słowami.


Nagle wstałem z łóżka i wyciągnąłem klawisze pianina z kosza na śmieci znajdującego się pod biurkiem. Otworzyłem okno, przez które napłynęło nocne powietrze. Uderzyło mnie w twarz z siłą wszystkiego, co wydarzyło się tamtego dnia. Wyrzuciłem klawisze przez okno. Nasłuchiwałem, ale nie usłyszałem jak uderzyły o grunt. Nieważne jak bardzo się starałem, nie potrafiłem wyobrazić sobie dźwięku, jakie wydałyby te klawisze. Nieważne, ile czasu minęło, te klawisze już nigdy ponownie nie wydadzą żadnego dźwięku. A ja już nigdy ponownie nie zagram na pianinie.



NAMJOON

30. czerwca, rok ‘22


Spojrzałem na siebie nieco dziwnie i nacisnąłem guzik w celu otworzenia drzwi, miałem wrażenie, jakby moje ręce żyły własnym życiem. Pojawiały się takie momenty jak ten. Momenty, które wydawało mi się, że powtarzałem kilkakrotnie, nawet jeśli były pierwszymi w życiu. Drzwi windy ponownie otworzyły się, po tym, jak je zamknąłem, a ludzie zaczęli wpychać się do środka. Pośród nich, szukałem tej jednej osoby, z włosami spiętymi w koński ogon żółtą gumką. Otwierając drzwi, nie miałem pewności, że ona tam będzie, ale pomyślałem, że to oczywiste. Cofałem się krok po kroku. Zimna ściana widny dotknęła moich pleców, podniosłem głowę i ujrzałem żółtą gumkę.


Plecy danej osoby mówią wiele historii. Ja słyszałem już kilka z nich. Pewne rzeczy mogłem jedynie zgadywać, a inne pozostawały bez wyjaśnienia, nawet jeśli dawno były zakończone. Nagle pomyślałem, że możesz powiedzieć, iż naprawdę kogoś znasz, kiedy potrafisz wyczytać wszystko z jego pleców. Więc, czy nie istnieje w takim razie ktoś taki, kto potrafiłby wyczytać wszystko z moich pleców? Gdy podniosłem głowę, nasze spojrzenia spotkały się w lustrze, lecz w momencie uniknęła mojego wzroku. Tego typu sytuacje często się zdarzały. Gdy ponownie podniosłem głowę, widziałem jedynie swoją twarz w lustrze. Nie potrafiłem zobaczyć swoich pleców.

11. kwietnia, rok '22

Szperałem dookoła w poszukiwaniu T-shirtu, ale Taehyung siegnął ręką za siebie i złapał za koszulkę. Miała ona taki sam nadruk jak ta, którą aktualnie miałem na sobie. Zaśmiałem się z zakłopotaniem, a Taehyung zdjął swój podarty T-shirt. W słabym blasku śwatła padającego z sufitu przyczepy, przed oczami mignęły mi jego posiniaczone plecy. Hoseok spojrzał na mnie zszokowany. Taehyung założył na siebie mój T-shirt i rzucił okiem na swoje odbicie w brudnym lustrze. Zaśmiał się.

"Ten mały gnojek. Spóźnił się, bo policja zatrzymała go za rozboje i malowanie graffiti." Udałem, że mam zamiar go uderzyć, a on udawał, że marudzi i jest mu przykro. Yoongi-hyung, który do tej pory siedział w kącie przyczepy, podszedł i z otwartej dłoni uderzył Teaehyunga w ramię.


15. maja, rok ‘20


Gdy przeszedłem przez magazyn, który stał się kryjówką, dla tych z nas, którzy nie mieli dokąd pójść, wyrównałem wszystkie krzesła. Podniosłem przewrócony stolik i przetarłem kurz dłonią. To mój ostatni dzień w tej szkole. Dwa tygodnie temu postanowiono, że się przeprowadzamy. Możliwe, że nigdy tutaj nie wrócę. I możliwe, że już nigdy ponownie nie zobaczę moich starszych i młodszych kolegów.


Złożyłem kartkę w pół i położyłem na ławce, nawet wyciągnąłem ołówek, ale nie wiedziałam jakie słowa po sobie zostawić, więc po prostu zabijałem czas. Po naskrobaniu kilku bezużytecznych słów końcówka mojego ołówka trzasnęła dźwięcznie. ‘Musisz żyć dalej’, nabazgrałem na kartce pomazanej ołówkiem, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Między czarnym pyłem i bazgrołami znalazły się historie biedy, rodziców, młodszych kolegów, przeprowadzki.


Pogniotłem papier i schowałem do kieszeni, po czym wstałem. Odsunąłem stolik i nagle cały kurz uniósł się w powietrze. Gdy miałem już wychodzić, zatrzymałem się i dmuchnąłem na brudną szybę, pisząc trzy słowa. Żadne pożegnanie nie będzie wystarczające, a nawet jeśli nie powiedziałbym nic, to wyrazi wszystko. "Spotkajmy się ponownie". Było to moim życzeniem, bardziej niż obietnicą.



HOSEOK

31. maja, rok ‘22


Odruchowo odwróciłem twarz od zapierającego dech w piersi wiatru. Po długim czasie spędzonym na tańczeniu często brakowało mi tchu, ale tym razem nie o to chodziło. Myślałem, że byłem podobny do matki. Nie, to nie była ani myśl, ale wyobrażenie i nie było to też coś łatwego do wyrażenia bądź opisania. Nie potrafiłem spojrzeć w twarz przyjacielowi, którego znałem ponad dziesięć lat. Razem ćwiczyliśmy taniec, razem popełnialiśmy błędy, frustrowaliśmy się i na nowo odzyskiwaliśmy siłę. Albo, kiedy opadaliśmy na podłogę cali spoceni, rzucaliśmy w siebie ręcznikami i opowiadaliśmy dowcipy. Było to dla mnie jak doznanie, którego nie poczułem ani razu przez calutki ten czas i nagle podniosłem się z parkietu. Gdy tylko doszedłem do kąta, oparłem się plecami o ścianę i stałem. Próbowałem uspokoić nieregularny oddech, ale usłyszałem pytanie "Hoseok-ah, dokąd idziesz?", jakby czyjś głos. Myślałem, że to mógł być głos. Głos, który nazwał mnie "Hoseok-ah". Głos, którego teraz nie mogłem sobie przypomnieć, ale który przywodził na myśl ten czas, kiedy miałem siedem lat.


25. lutego, rok '21


Tańczyłem nie odrywając oczu od swojego odbicia w lustrze. Ten ja widoczny w lustrze miał stopy ponad ziemią, uniesiony i wolny od standardów i spojrzeń świata. Nie było nic ważniejszego, nic co sprawiało, że serce biło szybciej niż poruszanie się w rytm muzyki.


Pierwszy raz zatańczyłem jakoś w wieku dwunastu lat. Może to był pokaz talentów, albo jakaś wycieczka. Stałem na scenie, kierowany przez przyjaciół. To co utkwiło mi w pamięci z tamtego dnia to oklaski i wiwaty publiczności i poczucie, że wreszcie byłem sobą. Rzecz jasna w tamtym momencie to była jedynie przyjemność z poruszania się w rytmie. Dopiero później dotarło do mnie, że odczuwałem wtedy radość i że nie pochodziła ona z dźwięku oklasków, ale z wnętrza mnie.


A ten ja poza lustrem tak naprawdę boi się wielu rzeczy. Moje stopy mogą unieść się w górę jedynie na chwilę. Kiedy czegoś nienawidzę, uśmiecham się, ale kiedy jestem smutny, też się śmieję. Mdleję gdziekolwiek, mimo, że zażywam leki, których wcale nie potrzebuję. Więc gdy tańczę, staram się nie odrywać wzroku od swojego odbicia w lustrze. To jest moment w którym mogę być naprawdę sobą. Moment, w którym mogę pozbyć się wszystkich ciążących mi rzeczy i wzbić się w powietrze. Moment, w którym wierzę, że mogę stać się szczęśliwy. Te momenty staram się chronić.


15. września, rok ‘20


Matka Jimina chodziła tam i z powrotem po pomieszczeniu szpitalnym. Po upewnieniu się, że imię na zagłówku łóżka i kroplówka były na swoim miejscu strzepnęła delikatnie jednym palce źdźbło trawy z ramienia syna. Niepewnie podszedłem, czując, że muszę jej powiedzieć, dlaczego Jimin znalazł się na pogotowiu, o ataku na przystanku. Wtedy matka Jimina zauważyła mnie i patrzyła długim, oceniającym spojrzeniem. Nie wiedziałem co robić, więc trzymałem się z boku. Powiedziała jedynie "Dziękuję", po czym przeniosła wzrok z powrotem na syna.


Innym razem, matka Jimina spojrzała na mnie, kiedy lekarz i pielęgniarki zaczęli przenosić łóżko, a ja podążałem za nimi. Kobieta ponownie mi podziękowała i pchnęła moje ramię. Choć może poprawniej byłoby powiedzieć, że lekko mnie dotknęła i cofnęła rękę. Nagle poczułem niewidzialną linię namalowaną między matką Jimina a mną. Linia ta była pewna i solidna. Chłodna i wytrzymała. Linia, której nigdy nie potrafiłem pokonać. Mieszkałem w domu dziecka przez dziesięć lat. Tak wiele rzeczy poznałem swoim ciałem, wzrokiem, oddechem. Poczułem się oszołomiony, cofnąłem się i upadłem na podłogę. Matka Jimina spojrzała na mnie z nieobecnym wyrazem twarzy. Była niską i piękną osobą, ale jej cień był ogromny i oschły. Ten właśnie cień padał na mnie, leżącego na szpitalnej posadzce. Kiedy podniosłem głowę, łóżka Jimina nie było już w pomieszczeniu, nigdzie go nie dojrzałem. Po tym dniu Jimin nie wrócił już do szkoły.



JIMIN

3. lipca, rok ‘22


Wreszcie położyłem się na parkiecie. Wyłączyłem muzykę i od razu zrobiło się cicho, nie słyszałem nic poza swoim oddechem i biciem serca. Wyciągnąłem telefon i włączyłem wideo z choreografią, której uczyłem się rano. Na filmiku ruchy mojego starszego kolegi były płynne i nienaganne. To wynik niezliczonych godzin i potu, wynik praktyk, a że mój poziom nie był nawet trochę zbliżony do jego, poczułem się zazdrosny. Zrozumienie a posiadanie nadziei to dwie różne rzeczy, więc często nad tym wzdychałem. Nagle podniosłem się. Powtórzyłem obrót tak, jak on to zrobił, ale kroki ciągle mi się mieszały. Popełniałem błędy w miejscu, gdzie powinniśmy się zgrać, zmieniając pozycje. Zdecydowaliśmy spróbować jeszcze jutro, ale do tego czasu, chciałem pokazać, że traktuję to poważnie. Zamiast żartobliwej pochwały w stylu "Poszło ci lepiej, niż się spodziewałem", chciałem być widziany jako poważny i równy niemu partner, taki, który mógł zsynchronizować swój oddech z jego oddechem.




28. września, rok '20


Przestałem liczyć już kilka dni po tym jak wylądowałem w szpitalu. Odliczasz coś wtedy, gdy chcesz się skądś wydostać, albo gdy masz nadzieję na wydostanie się. Drzewa i liście za oknem nadal przypominają ubrania ludzi, więc wiem, że nie minęło dużo czasu. Może co najwyżej miesiąc. To pewnie przez leki wszystko stało się takie nużące i nijakie. Mimo to dziś był wyjątkowy dzień. Taki, który musisz opisać w pamiętniku, o ile takowy posiadasz. Ale ja go nie posiadam i nie chciałbym mieć problemów wynikających z opisania tego dnia. Dziś po raz pierwszy skłamałem. Spojrzałem lekarzowi w oczy i udając markotnego powiedziałem, “Nie pamiętam nic a nic”.


30. sierpnia, rok ’19


Gdy Hoseok-hyung rozmawiał przez telefon, ja zająłem się kopaniem w ziemi, na którą padał jego cień. Hyung zachichotał, a jego mina mówiła: Park Jimin bardzo wyrósł. Droga powrotna ze szkoły zajmowała około dwóch godzin piechotą. Busem trwała może niecałe pół godziny, a główną drogą nawet mniej niż dwadzieścia minut, ale hyung nalegał, abyśmy poszli krętymi alejkami biegnącymi po niskich wzgórzach i przez skrzyżowanie. W zeszłym roku po wyjściu ze szpitala zmieniłem szkołę. Szkoła znajdowała się daleko od mojego domu i nikogo nie znałem. Myślałem, że będzie w porządku. Zmieniałem szkołę już kilkakrotnie, nie wiedziałem, kiedy znów trafię do szpitala, więc nie było to dla mnie nic wyjątkowego.


Wtedy poznałem hyunga. To było zaraz po rozpoczęciu nowego semestru. Przyłączył się do mnie jak gdyby nigdy nic i szedł obok mnie przez dwie godziny. Dopiero jakiś czas później zdałem sobie sprawę, że jego dom znajdował się w przeciwnym kierunku co mój. Nie potrafiłem zapytać dlaczego. Miałem jedynie nadzieję, że te dwie godziny drogi, z cieniami przy naszym boku, spacerując w słońcu, mogły chociaż trochę przedłużyć ten dzień.


Hyung dalej wisiał na telefonie, a ja kopnąłem raz jeszcze jego cień i uciekłem. Rozłączył się i zaczął biec za mną. Lody roztopiły się z gorąca, a do moich uszu dotarł odgłos cykad. Nagle zacząłem się bać. Jak wiele pozostało takich dni?


TAEHYUNG

25. czerwca, rok ‘22


Celowo zwolniłem kroku i wytężyłem słuch, aby sprawdzić, czy ktoś za mną idzie. Dziś spotkaliśmy się w sklepie spożywczym po raz trzeci. Coś, co się jednak zmieniło to fakt, że dzisiaj uciekła, gdy tylko mnie zobaczyła. A później kręciła się po pustym terenie za sklepem, ale gdy się pojawiłem, znów się ukryła. Ukryła siebie, ale jej cień sięgał daleko w przód. Zaśmiałem się. Przeszedłem obok, udając, że nic nie widzę, ale ona zaczęła podążać za mną.


Skręciłem w wąską uliczkę. To było jedyne miejsce w okolicy, gdzie latarnie działały jak należy. Uliczka była długa, a latarnia znajdowała się jakoś w połowie. Kiedy źródło światła znajduje się na przedzie, cień rozciąga się z tyłu. Więc teraz mój cień rozciągał się za mną. I mógł nawet dosięgać stóp osoby, która z zapartym tchem mnie śledziła. Gdy przeszedłem pod latarnią, mój cień zniknął pod moim stopami. Przyspieszyłem kroku. Chwilę później, na asfalcie pojawił się cień nienależący do mnie. Zatrzymałem się, osoba idąca za mną również. Dwa cienie różnej wysokości stanęły obok siebie.


"Poczekam, aż podejdziesz", powiedziałem. Cień poderwał się i znieruchomiał, jakby chcąc przekonać, że go tam nie ma. "Widzę wszystko." Wskazałem na cień. Nagle kroki zdawały się coraz bliższe jakby celowo hałaśliwe. Roześmiałem się.

22. maja, rok '22

Mijałem las sosnowy, kiedy zauwayłem, że hyung wyciaga telefon i zwalnia kroku. Ostatnimi czasy coraz cześciej się to zdarzało. Odsunął się, na tyle daleko, aby nikt nie mógł usłyszeć i odebrał telefon. Celowo spowolniłem kroki i skierowałem sie ku oceanowi. Hyung nie widział, że się ukryłem , więc minął mnie. "Tylko rok młodszy ode mnie. Nie, nie obchodzi mnie. Tak czy tak, nie biorę odpowiedzialności, więc rób jak uważasz."

Przeszedł mnie dreszcz. Poczułem, jakby cały świat się rozpadł. Jakbym pływał samotnie pośrodku oceanu. To było okropne, przerażające. Byłem przygnębiony i poczułem, że nic nie znaczę. Byłem wściekły. Tak zły, że nie dawałem rady tego powstrzymać. Chciałem zrobić scenę. Chciałem coś rozwalić, uderzyć w coś, zniszczyć siebie. Zawsze się bałem. Tego, że w moich żyłach płynie krew mojego ojca. Myślałem, że może odziedziczyłem po nim jego gniew. Miałem wrażenie, że coś przebijało moją silnie zranioną obronność.



29. grudnia, rok ‘10


Zdjąłem buty, rzuciłem torbę w kąt i poszedłem do salonu. Tata naprawdę tu był. Nawet nie zastanawiałem się na jak długo ani gdzie zniknął. Bezmyślnie rzuciłem mu się w ramiona. Nie pamiętam dokładnie, co się później stało. Czy najpierw poczułem smród alkoholu, usłyszałem przekleństwo, czy poczułem uderzenie w policzek. Nie docierało do mnie to, co się działo. Śmierdział alkoholem, a gdy zaczął dyszeć, jego oddech był ohydny. Oczy miał przekrwione, a twarz zarośniętą. Jego wielka dłoń wylądowała na moim policzku. Potem uderzył mnie jeszcze raz, pytając na co się tak gapię. Uniósł mnie w powietrze. Jego szkarłatne oczy były straszne, ale byłem tak przerażony, że nawet nie potrafiłem zapłakać. To nie był mój ojciec. To znaczy był, ale jakby nie ten sam. Potrząsnąłem nogami w powietrzu. Chwilę później uderzyłem głową o ścianę i osunąłem się na podłogę. Czułem jakby głowa miała mi eksplodować. W oczach zaczęło mi się mienić i kilkakrotnie zamrugałem. Moja głowa pełna była jedynie brutalnego odgłosu oddechu mojego ojca.


JUNGKOOK

16. lipca, rok ‘22

Stałem przy oknie ze słuchawkami w uszach i podśpiewywałem piosenkę. Minął już tydzień. Teraz potrafiłem zaśpiewać cały utwór bez patrzenia na tekst. Wyciągnąłem jedną słuchawkę i próbowałem śpiewać swoim głosem. Powiedziała, że piosenka jej się podoba, ponieważ ma ładny tekst. Sprawiła, że podrapałem się po głowie z zawstydzenia. Lipcowe słońce lśniło zza wielkiego okna. Zielone liście powiewały na drzewach i lśniły na wietrze, a za każdym razem, gdy słońce dotykało moich policzków, odczuwałem co innego. Przymknąłem oczy. Śpiewałem patrząc na żółte, szkarłatne i niebieskie odcienie za zamkniętymi oczami. Czy to przez piękny tekst, czy przez słońce, coś w moim sercu się zebrało, połaskotało i zakuło.


25. czerwca, rok ‘20


Muskałem klawisze pianina i roztarłem kurz. Nacisnąłem mocniej palcem, ale wydany dźwięk nie brzmiał tak samo, jak wtedy gdy hyung go zagrał. Minęło sporo dni odkąd hyung nie pojawił się w szkole. Pojawiły się plotki, że został wyrzucony. Namjoon-hyung i Hoseok-hyung nic mi nie powiedzieli, a sam bałem się zapytać. Tego dnia, dwa tygodnie temu, tylko ja i hyung byliśmy w szkolnej kryjówce, kiedy nauczyciel otworzył drzwi i wszedł do środka. W szkole odbywała się wywiadówka. Nie chciałem siedzieć w klasie, więc bez namysłu poszedłem do ukrytej sali. Hyung nawet na mnie spojrzał tylko dalej grał na pianinie, a ja dostawiłem do siebie dwa stoliki i zamknąłem oczy jakby udając, że śpię. Hyung i pianino niby nieco się różnili, ale zarazem byli tak podobni, że ciężko było ich rozdzielić. Słuchałem jak hyung grał i z jakiegoś powodu zachciało mi się płakać.


Odwróciłem się czując już łzy w oczach i wtedy drzwi do sali otworzyły się z hukiem, a pianino przestało grać. Poczułem uderzenie w twarz, zachwiałem się do tyłu i upadłem. Gdy ukucnąłem, aby oprzeć się przemocy, głos natychmiast ucichł. Kiedy podniosłem głowę, ujrzałem hyunga stojącego nade mną, popchnął nauczyciela w ramię. Za ramieniem hyunga dostrzegłem zszokowana minę nauczyciela.


Nacisnąłem klawisz. Była to imitacja piosenki, którą kiedyś grywał hyung. Czy naprawdę go wyrzucili? Czy naprawdę nigdy nie wróci? Zawsze powtarzał, że pobicia były dla niego normalką. Gdyby mnie tam wtedy nie było to hyung nie musiałby postawić się nauczycielowi? Gdyby mnie tam nie było, czy hyung nadal byłby tutaj i grał na pianinie?


11. kwietnia, rok ‘22


Ostatecznie wszystko poszło zgodnie z planem. Umyślnie wpadłem na bandytów, których spotkałem na ulicy i zostałem mocno pobity. Śmiałem się, gdy wymierzali mi ciosy, a oni wyzywali mnie od szalonych gówniarzy i bili jeszcze mocniej. Oparłem się o drzwi automatyczne i spojrzałem w niebo. Była już noc. Czarne jak smoła niebo nie ukazywało nic. W oddali dostrzegłem tylko kępkę trawy. Leżała na boku. Była jak ja. Niewiele brakowało abym się rozpłakał, więc zmusiłem się do śmiechu.


Zamknąłem oczy i zobaczyłem jak mój ojczym odchrząknął. Przyrodni brat kopnął mnie i się zaśmiał. Krewni ojczyma rozglądali się albo gadali o głupotach. Zachowywali sie jakby mnie tam w ogóle nie było, jakby moje istnienie nie miało znaczenia. A przed nimi moja matka w rozterce. Oparłem dłonie na podłodze i podniosłem się, a razem ze mną kurz, który sprawił, że zakaszlałem. Zabolało tak jakby ktoś dźgnął mnie w splot trzewny. Poszedłem na dach budowy. Nocne niebo rozpościerało się w okropnym kolorze. Wspiąłem się na balustradę i szedłem z rozłożonymi ramionami. Jedna noga podwinęła mi się i prawie straciłem równowagę. Mogłem umrzeć robiąc tylko jeden krok. Gdybym umarł, wszystko by się skończyło. Nikomu beze mnie nie byłoby smutno.



ang. trans: papercrowns via twitter

pl trans: Setsu @ crushonyou